14 maj 2010 o 16:01
Często śni mi się, że umieram. Są to coraz spokojniejsze sny.
Dzisiaj, podczas operacji serca zostawiono mi w nim pięciozłotówkę. Podjęto decyzję o ponownym otwarciu. Dostałam tę monetę na pamiątkę. Była pokryta patyną.
czwartek, 5 sierpnia 2010
Ks. Adam Pilch
25 kwiecień 2010 o 10:27
Wczoraj w parafii Wniebowstąpienia Pańskiego w Warszawie odbył się pogrzeb naszego proboszcza ks. Adama Pilcha. Zawdzięczam mu tak wiele, że nie znajduję słów, żeby o tym dzisiaj opowiedzieć. Oddam więc głos mądrzejszym i większym ode mnie.
"Pożegnania zakończył dr Jakub Slawik, który w imieniu przyjaciół wspominał mi.in.: Adam uosabiał w sobie moje marzenie o tym, jakim chciałbym widzieć mój Kościół, nasz Kościół, Kościół w których nie ma gorszych i lepszych, bo Adam z równą uwagą odnosił się do biskupów i do nas wszystkich w tej parafii, Kościół, w którym nigdzie nie dzieli się wierzących na mężczyzn i kobiety; Kościół, w którym skłonności seksualne nie mają żadnego znaczenia, Kościół otwarty dla wszystkich, w którym Ewangelia znosi wszelkie przywileje i podziały, Kościół bez zadęcia i pustej celebry, bez walki o tak zwane wartości chrześcijańskie, bez taniego moralizowania i taniego sentymentalizmu, lecz Kościół żyjący Ewangelią o wyprzedzającym wszelkie nasze czyny zbawieniu w Chrystusie."
Wczoraj w parafii Wniebowstąpienia Pańskiego w Warszawie odbył się pogrzeb naszego proboszcza ks. Adama Pilcha. Zawdzięczam mu tak wiele, że nie znajduję słów, żeby o tym dzisiaj opowiedzieć. Oddam więc głos mądrzejszym i większym ode mnie.
"Pożegnania zakończył dr Jakub Slawik, który w imieniu przyjaciół wspominał mi.in.: Adam uosabiał w sobie moje marzenie o tym, jakim chciałbym widzieć mój Kościół, nasz Kościół, Kościół w których nie ma gorszych i lepszych, bo Adam z równą uwagą odnosił się do biskupów i do nas wszystkich w tej parafii, Kościół, w którym nigdzie nie dzieli się wierzących na mężczyzn i kobiety; Kościół, w którym skłonności seksualne nie mają żadnego znaczenia, Kościół otwarty dla wszystkich, w którym Ewangelia znosi wszelkie przywileje i podziały, Kościół bez zadęcia i pustej celebry, bez walki o tak zwane wartości chrześcijańskie, bez taniego moralizowania i taniego sentymentalizmu, lecz Kościół żyjący Ewangelią o wyprzedzającym wszelkie nasze czyny zbawieniu w Chrystusie."
01
24 kwiecień 2010 o 23:03
Schodzi się do metra z dość ciemnej ulicy. Wyraźnie widzi się jasno oświetlone schody, stopnie. Na powierzchni zostają drzewa, które kwitną jak rok, dwa lata, trzy lata temu. Pamiętam jak kupiłam rower. FMD po nocach, spacery z psem i szczękanie zębami z zimna. Wszystko poszło się pieprzyć.
Do wagonu metra wchodzą ze mną dwa obleśne tłuściochy w spódnicach mini, galerianki XXL. Wały tłuszczu na brzuchach, uda jak u godżilli, słoniowe kostki spętane sandałami rzymskich legionistów. Gołe zmarznięte nogi (ja w płaszczu, owinięta wełnianym szalikiem), powiększony zestaw zimnych nóżek w galarecie. Foie gras na obcasach. Dzięki temu widokowi droga szybko mija.
Wychodzi się z metra, ale już ciężko wspinać się po schodach, dopadło to, tamto. Wzdłuż Wałbrzyskiej rosną kasztany, a ich wielkie, jeszcze nie rozłożone liście wiszą jak zielone jądra. Co za urocze skojarzenie. Powidok: para zakurzonych damskich pantofli z urwanym guzikiem. Gdyby to nie był zwid, ale rzeczywistość, rzuciłabym się na kolana, żeby je całować.
Schodzi się do metra z dość ciemnej ulicy. Wyraźnie widzi się jasno oświetlone schody, stopnie. Na powierzchni zostają drzewa, które kwitną jak rok, dwa lata, trzy lata temu. Pamiętam jak kupiłam rower. FMD po nocach, spacery z psem i szczękanie zębami z zimna. Wszystko poszło się pieprzyć.
Do wagonu metra wchodzą ze mną dwa obleśne tłuściochy w spódnicach mini, galerianki XXL. Wały tłuszczu na brzuchach, uda jak u godżilli, słoniowe kostki spętane sandałami rzymskich legionistów. Gołe zmarznięte nogi (ja w płaszczu, owinięta wełnianym szalikiem), powiększony zestaw zimnych nóżek w galarecie. Foie gras na obcasach. Dzięki temu widokowi droga szybko mija.
Wychodzi się z metra, ale już ciężko wspinać się po schodach, dopadło to, tamto. Wzdłuż Wałbrzyskiej rosną kasztany, a ich wielkie, jeszcze nie rozłożone liście wiszą jak zielone jądra. Co za urocze skojarzenie. Powidok: para zakurzonych damskich pantofli z urwanym guzikiem. Gdyby to nie był zwid, ale rzeczywistość, rzuciłabym się na kolana, żeby je całować.
I tak nikt nie rozumie, prawda?
31 styczeń 2010 o 11:24
Je ne rêve plus je ne fume plus
Je n'ai même plus d'histoire
Je suis seule sans toi
Je suis laide sans toi
Je suis comme un orphelin dans un dortoir
Je n'ai plus envie de vivre dans ma vie
Ma vie cesse quand tu pars
Je n'ai plus de vie et même mon lit
Ce transforme en quai de gare
Quand tu t'en vas
Je suis malade, complètement malade
Comme quand ma mère sortait le soir
Et qu'elle me laissait seul avec mon désespoir
Je suis malade parfaitement malade
T'arrive on ne sait jamais quand
Tu repars on ne sait jamais où
Et ça va faire bientôt deux ans
Que tu t'en fous
Comme à un rocher, comme à un péché
Je suis accroché à toi
Je suis fatigué je suis épuisé
De faire semblant d'être heureuse quand ils sont là
Je bois toutes les nuits mais tous les whiskies
Pour moi on le même goût
Et tous les bateaux portent ton drapeau
Je ne sais plus où aller tu es partout
Je suis malade complètement malade
Je verse mon sang dans ton corps
Et je suis comme un oiseau mort quand toi tu dors
Je suis malade parfaitement malade
Tu m'as privé de tous mes chants
Tu m'as vidé de tous mes mots
Pourtant moi j'avais du talent avant ta peau
Cet amour me tue si ça continue
Je crèverai seul avec moi
Près de ma radio comme un gosse idiot
Ecoutant ma propre voix qui chantera
Je suis malade complètement malade
Comme quand ma mère sortait le soir
Et qu'elle me laissait seul avec mon désespoir
Je suis malade
C'est ça je suis malade
Tu m'as privé de tous mes chants
Tu m'as vidé de tous mes mots
Et j'ai le cœur complètement malade
Cerné de barricades
T'entends je suis malade.
Je ne rêve plus je ne fume plus
Je n'ai même plus d'histoire
Je suis seule sans toi
Je suis laide sans toi
Je suis comme un orphelin dans un dortoir
Je n'ai plus envie de vivre dans ma vie
Ma vie cesse quand tu pars
Je n'ai plus de vie et même mon lit
Ce transforme en quai de gare
Quand tu t'en vas
Je suis malade, complètement malade
Comme quand ma mère sortait le soir
Et qu'elle me laissait seul avec mon désespoir
Je suis malade parfaitement malade
T'arrive on ne sait jamais quand
Tu repars on ne sait jamais où
Et ça va faire bientôt deux ans
Que tu t'en fous
Comme à un rocher, comme à un péché
Je suis accroché à toi
Je suis fatigué je suis épuisé
De faire semblant d'être heureuse quand ils sont là
Je bois toutes les nuits mais tous les whiskies
Pour moi on le même goût
Et tous les bateaux portent ton drapeau
Je ne sais plus où aller tu es partout
Je suis malade complètement malade
Je verse mon sang dans ton corps
Et je suis comme un oiseau mort quand toi tu dors
Je suis malade parfaitement malade
Tu m'as privé de tous mes chants
Tu m'as vidé de tous mes mots
Pourtant moi j'avais du talent avant ta peau
Cet amour me tue si ça continue
Je crèverai seul avec moi
Près de ma radio comme un gosse idiot
Ecoutant ma propre voix qui chantera
Je suis malade complètement malade
Comme quand ma mère sortait le soir
Et qu'elle me laissait seul avec mon désespoir
Je suis malade
C'est ça je suis malade
Tu m'as privé de tous mes chants
Tu m'as vidé de tous mes mots
Et j'ai le cœur complètement malade
Cerné de barricades
T'entends je suis malade.
Pierwszy tydzień nowego roku
9 styczeń 2010 o 12:30
Za oknem śnieżno, a w domu ciepło. Kot, najedzony dorszem, zasypia na środku łóżka, na jednym kocu, na drugim kocu, zakręcony w ogon. Gdzie nie spojrzeć, książki ("cionżki", jak mówi A.). W dolnej szufladzie lodówki trzydzieści jajek, z których można smażyć omlety i naleśniki na ufo do raclette (z konfiturom). Podmuchy wiatru walą w okna, a wanna pełna gorącej wody przenosi daleko stąd. Życie nie musi polegać ani na biegu, ani na zdobywaniu, ani nawet na dążeniu. Może polegać na utrzymywaniu się na powierzchni i codziennym zapuszczaniu sondy wgłąb: jego i siebie.
Za oknem śnieżno, a w domu ciepło. Kot, najedzony dorszem, zasypia na środku łóżka, na jednym kocu, na drugim kocu, zakręcony w ogon. Gdzie nie spojrzeć, książki ("cionżki", jak mówi A.). W dolnej szufladzie lodówki trzydzieści jajek, z których można smażyć omlety i naleśniki na ufo do raclette (z konfiturom). Podmuchy wiatru walą w okna, a wanna pełna gorącej wody przenosi daleko stąd. Życie nie musi polegać ani na biegu, ani na zdobywaniu, ani nawet na dążeniu. Może polegać na utrzymywaniu się na powierzchni i codziennym zapuszczaniu sondy wgłąb: jego i siebie.
Bezsenność
28 listopad 2009 o 01:30
Stworzenie człowiek i stworzenie kot,
Razem w jedną czarną noc.
Fiku miku, haiku.
Stworzenie człowiek i stworzenie kot,
Razem w jedną czarną noc.
Fiku miku, haiku.
Masta fantasta
22 listopad 2009 o 14:40
Każdy człowiek powinien być wyposażony w diodkę, która w razie czego zapalałaby się w okolicach trzydziestego roku życia, sygnalizując: "ej, koleś/laska, właśnie zaczynasz przegrywać życie, zweryfikuj cele, narzędzia, metody".
Każdy człowiek powinien być wyposażony w diodkę, która w razie czego zapalałaby się w okolicach trzydziestego roku życia, sygnalizując: "ej, koleś/laska, właśnie zaczynasz przegrywać życie, zweryfikuj cele, narzędzia, metody".
Psychosen
22 październik 2009 o 09:24
Nie pamiętam, jak się nazywała większość dzieciaków z mojej klasy w podstawówce. Pamiętam doskonale, jak miała na imię i nazwisko dziewczyna, dla której rzucił mnie mój ówczesny chłopak. W dzisiejszym śnie sponsorowanym przez literkę P (jak problem) i E (jak ego), ludzie, z którymi niewątpliwie za dużo o sobie rozmawiałam, oraz mój ojciec, wyszczególniali mi moje wady i trudności, jakie sprawiam w relacjach. Raczyli mnie też mądrościami o życiu i dawali przepisy na szczęście, za co wściekałam się na nich do łez, bo przecież wiem to wszystko i bez ich wykładów. W końcu na horyzoncie pojawił się także ów były, a raczej jego słowa przekazane przez wspólną koleżankę: "On też uważa, że jesteś chora. Bo masz złamane serce."
Nie pamiętam, jak się nazywała większość dzieciaków z mojej klasy w podstawówce. Pamiętam doskonale, jak miała na imię i nazwisko dziewczyna, dla której rzucił mnie mój ówczesny chłopak. W dzisiejszym śnie sponsorowanym przez literkę P (jak problem) i E (jak ego), ludzie, z którymi niewątpliwie za dużo o sobie rozmawiałam, oraz mój ojciec, wyszczególniali mi moje wady i trudności, jakie sprawiam w relacjach. Raczyli mnie też mądrościami o życiu i dawali przepisy na szczęście, za co wściekałam się na nich do łez, bo przecież wiem to wszystko i bez ich wykładów. W końcu na horyzoncie pojawił się także ów były, a raczej jego słowa przekazane przez wspólną koleżankę: "On też uważa, że jesteś chora. Bo masz złamane serce."
Lingwistyka niezastosowana
14 październik 2009 o 16:18
Już wiem, kiedy przeraziły mnie języki obce: gdy zdałam sobie sprawę, że nawet najgrubszy słownik, jaki mam na półce, nie zawiera wszystkich słów.
Już wiem, kiedy przeraziły mnie języki obce: gdy zdałam sobie sprawę, że nawet najgrubszy słownik, jaki mam na półce, nie zawiera wszystkich słów.
Niedorozwikłanie
12 październik 2009 o 14:41
Śniło mi się, że się obudziłam i na świecie nie było ani jednego homoseksualisty. Wszyscy byliśmy normalni. Nie potrafię opisać uczucia ulgi, jakiego doznałam.
Śniło mi się, że się obudziłam i na świecie nie było ani jednego homoseksualisty. Wszyscy byliśmy normalni. Nie potrafię opisać uczucia ulgi, jakiego doznałam.
Idąc ciemną doliną
7 październik 2009 o 14:35
Dostałam dzisiaj wiersz, z tomu teraz nagrodzonego Nike, od Magdy (Gene).
XLIX.
zapamiętałem początek wiersza:
"nie narażaj się śmierci"
dziwne napomnienie: "Nie narażaj się
śmierci słońcu ciemności wodzie"
no właśnie słońcu ciemności a nawet
wodzie czyli każdej rzeczy którą masz
w zasięgu ręki albo ci się wydaje
że możesz ją posiąść gdy zaciśniesz pięści
zapamiętałem słowa staropolskiego poety
który już dawno rozochocił się w ciemności
gdy zamkniesz oczy i bardzo powoli (bo to
boli) otworzysz je na siebie"
[30 V 1991]
Dostałam dzisiaj wiersz, z tomu teraz nagrodzonego Nike, od Magdy (Gene).
XLIX.
zapamiętałem początek wiersza:
"nie narażaj się śmierci"
dziwne napomnienie: "Nie narażaj się
śmierci słońcu ciemności wodzie"
no właśnie słońcu ciemności a nawet
wodzie czyli każdej rzeczy którą masz
w zasięgu ręki albo ci się wydaje
że możesz ją posiąść gdy zaciśniesz pięści
zapamiętałem słowa staropolskiego poety
który już dawno rozochocił się w ciemności
gdy zamkniesz oczy i bardzo powoli (bo to
boli) otworzysz je na siebie"
[30 V 1991]
Link
24 wrzesień 2009 o 09:50
Nie przysyłajmy sobie linków. Usiadłszy rano przy komputerze, siorbnąwszy pierwszy łyk kawy, znalazłszy ciekawą informację w którymkolwiek z rytualnie odwiedzanych sieciowych miejsc, powstrzymajmy odruch "kopiuj - wklej". Starajmy się zapamiętać - sens i kilka faktów. A po południu zadzwońmy do znajomego, umówmy się z nim na spacer i opowiedzmy o tym, co przeczytaliśmy o poranku. Może będzie już o tym wiedział, a może nie. Tak czy inaczej, zaczniemy rozmawiać. Przypomnimy sobie, jak budować zdania, jak akcentować i jak intonować. Damy szansę ustom, podniebieniu i krtani. Damy szansę innej, odchodzącej kulturze.
- link
- aha, fajne! a patrz to: link
- super!
Nie przysyłajmy sobie linków. Usiadłszy rano przy komputerze, siorbnąwszy pierwszy łyk kawy, znalazłszy ciekawą informację w którymkolwiek z rytualnie odwiedzanych sieciowych miejsc, powstrzymajmy odruch "kopiuj - wklej". Starajmy się zapamiętać - sens i kilka faktów. A po południu zadzwońmy do znajomego, umówmy się z nim na spacer i opowiedzmy o tym, co przeczytaliśmy o poranku. Może będzie już o tym wiedział, a może nie. Tak czy inaczej, zaczniemy rozmawiać. Przypomnimy sobie, jak budować zdania, jak akcentować i jak intonować. Damy szansę ustom, podniebieniu i krtani. Damy szansę innej, odchodzącej kulturze.
- link
- aha, fajne! a patrz to: link
- super!
Impresje nordyckie
21 wrzesień 2009 o 11:11
NRD, późne lata siedemdziesiąte, inteligenckie mieszkanie, w oknach brak zasłon, na środku pokoju suszy się bielizna damska. Na łóżku, w potarganej pościeli dwie nagie kobiety. Marika leży z rękami pod głową, patrzy na niebo za oknem. Jest inżynierem, specjalistą od budowy mostów. Ana w pozycji półleżącej pali papierosa. Przed chwilą skończyły uprawiać seks. Mieszkanie jest raczej chłodne.
Marika jest dojrzałą kobietą z pokaźnym biustem, wchodzi w ten wiek, kiedy zaczyna się myśleć, że człowiek w życiu powinien kierować się jakimiś zasadami. Ana nie ma przesądów, jest studentką filozofii, płaską jak deska kreślarska. Ma kochanka, Jürgena. Jürgen ma dwadzieścia parę lat, nosi brodę, jest geologiem i pali fajkę.
- O czym myślisz?
- O przęsłach nowego wiaduktu nad Karlmarxstrasse. A ty?
- O fajce Jürgena.
Śmieją się.
Kurtyna.
blog-rysunkowy, 29.10.2002
NRD, późne lata siedemdziesiąte, inteligenckie mieszkanie, w oknach brak zasłon, na środku pokoju suszy się bielizna damska. Na łóżku, w potarganej pościeli dwie nagie kobiety. Marika leży z rękami pod głową, patrzy na niebo za oknem. Jest inżynierem, specjalistą od budowy mostów. Ana w pozycji półleżącej pali papierosa. Przed chwilą skończyły uprawiać seks. Mieszkanie jest raczej chłodne.
Marika jest dojrzałą kobietą z pokaźnym biustem, wchodzi w ten wiek, kiedy zaczyna się myśleć, że człowiek w życiu powinien kierować się jakimiś zasadami. Ana nie ma przesądów, jest studentką filozofii, płaską jak deska kreślarska. Ma kochanka, Jürgena. Jürgen ma dwadzieścia parę lat, nosi brodę, jest geologiem i pali fajkę.
- O czym myślisz?
- O przęsłach nowego wiaduktu nad Karlmarxstrasse. A ty?
- O fajce Jürgena.
Śmieją się.
Kurtyna.
blog-rysunkowy, 29.10.2002
Telefon, krótkie zdania
10 wrzesień 2009 o 08:24
Dziś w nocy, po długiej i ciężkiej chorobie, zmarła jedna z najbliższych mi osób z naszej rodziny. Na Złotej, na Syreny, tutaj: od dnia moich narodzin, starsza siostra mojej matki była zawsze tuż obok - w tym samym mieszkaniu, po drugiej stronie korytarza, w tym samym domu sześć pięter od nas.
Ufam, że spotkamy się w lepszym świecie. Chcę wierzyć, że w ostatnich dniach i chwilach swojego życia nie cierpiała i śpiąc nie odczuwała strachu.
Odeszła fajna, dobra, bardzo wrażliwa kobieta. Pomyślcie o niej chwilę, ze mną.
Dziś w nocy, po długiej i ciężkiej chorobie, zmarła jedna z najbliższych mi osób z naszej rodziny. Na Złotej, na Syreny, tutaj: od dnia moich narodzin, starsza siostra mojej matki była zawsze tuż obok - w tym samym mieszkaniu, po drugiej stronie korytarza, w tym samym domu sześć pięter od nas.
Ufam, że spotkamy się w lepszym świecie. Chcę wierzyć, że w ostatnich dniach i chwilach swojego życia nie cierpiała i śpiąc nie odczuwała strachu.
Odeszła fajna, dobra, bardzo wrażliwa kobieta. Pomyślcie o niej chwilę, ze mną.
"Mieszkanie wynajmę przystojnemu panu"
5 wrzesień 2009 o 11:29
Na jednym z portali nieruchomościowych, dałyśmy ogłoszenie następującej treści:
"Wynajmę mieszkanie 47 m2, w super atrakcyjnej cenie - 500 zł plus media, przystojnemu mężczyźnie do lat 35, z dobrą prezencją i nienagannymi manierami, niepalącemu. Cena jest tak niska, ponieważ oczekuję, że lokator, z którym dojdę do porozumienia, będzie mógł spędzać ze mną weekendy i dwa do trzech wieczorów w tygodniu (sytuacje biznesowe). Mieszkanie dwupokojowe typu studio na 7 piętrze, w nowoczesnym budynku, widne. Meble w kuchni i pokojach. Doskonale wyposażona łazienka. Miejsce parkingowe. Nie toleruję zwierząt. Proszę o kontakt mailowy: (...)"
Po pięciu minutach miałyśmy pierwszą odpowiedź. Po dziesięciu - kolejną. Jeszcze tego samego wieczoru - kilka, także od studentów zagranicznych. W ciągu dwóch dni przyszło dwadzieścia siedem odpowiedzi od zainteresowanych "przystojnych panów". Czas na zdjęcie ogłoszenia, udzielenie uprzejmych odpowiedzi i analizę materiału.
Na jednym z portali nieruchomościowych, dałyśmy ogłoszenie następującej treści:
"Wynajmę mieszkanie 47 m2, w super atrakcyjnej cenie - 500 zł plus media, przystojnemu mężczyźnie do lat 35, z dobrą prezencją i nienagannymi manierami, niepalącemu. Cena jest tak niska, ponieważ oczekuję, że lokator, z którym dojdę do porozumienia, będzie mógł spędzać ze mną weekendy i dwa do trzech wieczorów w tygodniu (sytuacje biznesowe). Mieszkanie dwupokojowe typu studio na 7 piętrze, w nowoczesnym budynku, widne. Meble w kuchni i pokojach. Doskonale wyposażona łazienka. Miejsce parkingowe. Nie toleruję zwierząt. Proszę o kontakt mailowy: (...)"
Po pięciu minutach miałyśmy pierwszą odpowiedź. Po dziesięciu - kolejną. Jeszcze tego samego wieczoru - kilka, także od studentów zagranicznych. W ciągu dwóch dni przyszło dwadzieścia siedem odpowiedzi od zainteresowanych "przystojnych panów". Czas na zdjęcie ogłoszenia, udzielenie uprzejmych odpowiedzi i analizę materiału.
"Człowieku małej wiary..."
30 sierpień 2009 o 19:05
Najgorszy jest przymus wierzenia. "Musisz uwierzyć!" Nie, nie muszę. Nie potrafię, nie można na zawołanie. Wiara to łaska, natchnienie. Nie postawa, nie aktywność. Wielu zaczyna działać bez wiary, licząc na to, że kiedyś wykiełkuje ona na widok owoców ich zawziętej pracy. Ale wiara przez duże "W" to nie jest prosta suma satysfakcji z dokonań i ufności we własne siły. Wiary nie można wygenerować z siebie samego (jogą, filozofią kai zen, psychoterapią, whatever). Wiara musi przyjść z zewnątrz, obdarza nią Bóg. Bez względu na to, czy się w niego wierzy, czy nie. Bez względu na to, czy jest, czy go nie ma. Pomódlcie się ze mną o wiarę dla mnie. Podobno, kiedy już dwóch modli się o to samo, to przychodzi.
Najgorszy jest przymus wierzenia. "Musisz uwierzyć!" Nie, nie muszę. Nie potrafię, nie można na zawołanie. Wiara to łaska, natchnienie. Nie postawa, nie aktywność. Wielu zaczyna działać bez wiary, licząc na to, że kiedyś wykiełkuje ona na widok owoców ich zawziętej pracy. Ale wiara przez duże "W" to nie jest prosta suma satysfakcji z dokonań i ufności we własne siły. Wiary nie można wygenerować z siebie samego (jogą, filozofią kai zen, psychoterapią, whatever). Wiara musi przyjść z zewnątrz, obdarza nią Bóg. Bez względu na to, czy się w niego wierzy, czy nie. Bez względu na to, czy jest, czy go nie ma. Pomódlcie się ze mną o wiarę dla mnie. Podobno, kiedy już dwóch modli się o to samo, to przychodzi.
Menu
12 sierpień 2009 o 23:14
W drodze na dzisiejszy obiad, Sat poprosił o napisanie elowego menu. Uprzedzam wszelkie pytania: tak jadałam półtora roku temu, kiedy moja waga nieuchronnie zbliżała się do przerażającej granicy dziewięćdziesięciu kilo. Okulary leżały mi wtedy na policzkach, przechodząc obok wystawy, musiałam pięć minut czekać na nienadążające za mną dupsko, a śniadanie podane do łóżka z powodzeniem można było stawiać na moim biuście. Oto dzienny zestaw pokarmowy kaszalota. Nudzący się w pracy oraz osoby wyciągające pierwiastki z numerów gadu-gadu mogą sobie podliczyć kalorie.
ŚNIADANIE
Pół odgrzanej pizzy z wczoraj. Najczęściej pepperoni, na grubym cieście, z podwójnym serem. Szklanka, wróć - dwie szklanki coli.
DRUGIE ŚNIADANIE
Dwie bułki z masłem, najczęściej kajzerki albo paluchy, dwie smażone parówki. Szklanka coli.
TRZECIE ŚNIADANIE
Dopijam ten litr coli, bo przecież jak tak będę ciągle otwierać tę butelkę, to mi cola zwietrzeje i będzie do chrzanu.
OBIAD
Pierwsze danie: Zupka chińska. Drugie danie: makaron smażony z sosem sojowym i żółtym serem. Deser: eklerka, bajaderka i serniczek krakowski. Cola. Z nowej butelki.
PODWIECZOREK
Parówka wpulana przy komputerze. Jakieś wafelki. Żeby się nie odwodnić: na biurku zawsze szklanka coli.
KOLACJA
Przed telewizorem: czipsy serowe lub paprykowe, baton czekoladowy, cola.
POSIŁEK DO PRZY-PRACY W NOCY
Trzy kromki chleba z pasztetem drobiowym. Pudełko paprykarza sojowego marki Sante. Cola. Już nie w szklance, bo nie mam czasu chodzić ciągle do kuchni, odcinek musi być gotowy na rano, więc na biurku cała butelka.
BONUS
Jeśli musiałam w międzyczasie wyjść, żeby coś załatwić, wracając do domu nabywałam zestaw: McChicken, Cheeseburger, 6 McNuggets z sosem barbecue, duże frytki. Puszka coli, żeby nie marnować tej, którą mam w domu.
THE END
Nie wierzę w to, co napisałam. Ale to prawda:)
W drodze na dzisiejszy obiad, Sat poprosił o napisanie elowego menu. Uprzedzam wszelkie pytania: tak jadałam półtora roku temu, kiedy moja waga nieuchronnie zbliżała się do przerażającej granicy dziewięćdziesięciu kilo. Okulary leżały mi wtedy na policzkach, przechodząc obok wystawy, musiałam pięć minut czekać na nienadążające za mną dupsko, a śniadanie podane do łóżka z powodzeniem można było stawiać na moim biuście. Oto dzienny zestaw pokarmowy kaszalota. Nudzący się w pracy oraz osoby wyciągające pierwiastki z numerów gadu-gadu mogą sobie podliczyć kalorie.
ŚNIADANIE
Pół odgrzanej pizzy z wczoraj. Najczęściej pepperoni, na grubym cieście, z podwójnym serem. Szklanka, wróć - dwie szklanki coli.
DRUGIE ŚNIADANIE
Dwie bułki z masłem, najczęściej kajzerki albo paluchy, dwie smażone parówki. Szklanka coli.
TRZECIE ŚNIADANIE
Dopijam ten litr coli, bo przecież jak tak będę ciągle otwierać tę butelkę, to mi cola zwietrzeje i będzie do chrzanu.
OBIAD
Pierwsze danie: Zupka chińska. Drugie danie: makaron smażony z sosem sojowym i żółtym serem. Deser: eklerka, bajaderka i serniczek krakowski. Cola. Z nowej butelki.
PODWIECZOREK
Parówka wpulana przy komputerze. Jakieś wafelki. Żeby się nie odwodnić: na biurku zawsze szklanka coli.
KOLACJA
Przed telewizorem: czipsy serowe lub paprykowe, baton czekoladowy, cola.
POSIŁEK DO PRZY-PRACY W NOCY
Trzy kromki chleba z pasztetem drobiowym. Pudełko paprykarza sojowego marki Sante. Cola. Już nie w szklance, bo nie mam czasu chodzić ciągle do kuchni, odcinek musi być gotowy na rano, więc na biurku cała butelka.
BONUS
Jeśli musiałam w międzyczasie wyjść, żeby coś załatwić, wracając do domu nabywałam zestaw: McChicken, Cheeseburger, 6 McNuggets z sosem barbecue, duże frytki. Puszka coli, żeby nie marnować tej, którą mam w domu.
THE END
Nie wierzę w to, co napisałam. Ale to prawda:)
Zadanie
8 sierpień 2009 o 13:13
To strasznie trudne zadanie, uczynić nasze wspólne życie lepszym, jeśli jest się człowiekiem, który obawia się ludzi, którego ludzie męczą, dla którego "piekło to inni" nie jest tylko efektowną frazą, ale bolesnym faktem. Jeśli jest się samotnikiem skłonnym do depresji, noszącym w sobie głębokie przekonanie, że to inni nas zostawiają, a nie odwrotnie. Kiedy jest się podszytym paniką homofobem, homoseksualistą promującym związki heteroseksualne. Gdy na Facebooku brakuje nam przycisków: "nie lubię", "nie podoba mi się", "co za durny pomysł", "w życiu się w to nie zaangażuję". Tak trudno żyć pozytywnie, kiedy jest się chodzącą negacją. Trudno afirmować, kuląc ramiona (bo a nuż za chwilę dostanie się po łbie). Ciężko jest być pro-, kiedy z natury jest się anty-. Ciężko iść do przodu, kiedy całe życie stoi się w rozkroku.
To strasznie trudne zadanie, uczynić nasze wspólne życie lepszym, jeśli jest się człowiekiem, który obawia się ludzi, którego ludzie męczą, dla którego "piekło to inni" nie jest tylko efektowną frazą, ale bolesnym faktem. Jeśli jest się samotnikiem skłonnym do depresji, noszącym w sobie głębokie przekonanie, że to inni nas zostawiają, a nie odwrotnie. Kiedy jest się podszytym paniką homofobem, homoseksualistą promującym związki heteroseksualne. Gdy na Facebooku brakuje nam przycisków: "nie lubię", "nie podoba mi się", "co za durny pomysł", "w życiu się w to nie zaangażuję". Tak trudno żyć pozytywnie, kiedy jest się chodzącą negacją. Trudno afirmować, kuląc ramiona (bo a nuż za chwilę dostanie się po łbie). Ciężko jest być pro-, kiedy z natury jest się anty-. Ciężko iść do przodu, kiedy całe życie stoi się w rozkroku.
Skan z GW (Gazeta żegna filozofa, 20 lipca 2009)
23 lipiec 2009 o 16:30
"Religia jest sposobem, w jaki człowiek akceptuje swoje życie jako nieuchronną porażkę." (Odwet sacrum w kulturze świeckiej, 1973)
"Od wczesnego dzieciństwa mam poczucie, że świat jest smutny, życie jest smutne. Nie chcę tego powtarzać, zwłaszcza nie chcę tego powtarzać zbyt często, bo brzmi to może głupio czy pretensjonalnie, ale tak myślę, chociaż nie potrafię tego uzasadnić." (Czas ciekawy, czas niespokojny. Z Leszkiem Kołakowskim rozmawia Zbigniew Mentzel, część II, 2008)
"Życie każdego z nas kończy się źle. Kończy się porażką. Nie możemy tego uznać od początku swojego żywota, to jasne. (...) po pewnym czasie każdy, jak myślę, [człowiek] sobie uświadamia, że nie zrobił w życiu tego, co powinien był albo co mógł, albo co należało uczynić, a jeśli coś osiągnął, to są to osiągnięcia niezaradne. (...)" (Czas ciekawy, czas niespokojny. Z Leszkiem Kołakowskim rozmawia Zbigniew Mentzel, część I, 2007)
"Religia jest sposobem, w jaki człowiek akceptuje swoje życie jako nieuchronną porażkę." (Odwet sacrum w kulturze świeckiej, 1973)
"Od wczesnego dzieciństwa mam poczucie, że świat jest smutny, życie jest smutne. Nie chcę tego powtarzać, zwłaszcza nie chcę tego powtarzać zbyt często, bo brzmi to może głupio czy pretensjonalnie, ale tak myślę, chociaż nie potrafię tego uzasadnić." (Czas ciekawy, czas niespokojny. Z Leszkiem Kołakowskim rozmawia Zbigniew Mentzel, część II, 2008)
"Życie każdego z nas kończy się źle. Kończy się porażką. Nie możemy tego uznać od początku swojego żywota, to jasne. (...) po pewnym czasie każdy, jak myślę, [człowiek] sobie uświadamia, że nie zrobił w życiu tego, co powinien był albo co mógł, albo co należało uczynić, a jeśli coś osiągnął, to są to osiągnięcia niezaradne. (...)" (Czas ciekawy, czas niespokojny. Z Leszkiem Kołakowskim rozmawia Zbigniew Mentzel, część I, 2007)
Subskrybuj:
Posty (Atom)